Pożegnanie EC-1
Dodane przez janek dnia Listopad 16 2010 21:23:24


Najstarszą łódzką, zabytkową elektrociepłownie EC-1 zamykano z pompą kilka razy, przesuwając z miesiąca na miesiąc rozpoczęcie jej przebudowy. Wreszcie się udało. Ostateczne zamknięcie kompleksu uświetnił mini piknik naukowy, który cieszył się nawet sporą popularnością mieszkańców. Być może wzorowano się na Warszawie, gdzie z tego typu pikników wyłoniło się Centrum Nauki Kopernik. W podobnym duchu ma być właśnie przekształcona EC-1 i fajnie, że do nowego miejsca już przyzwyczaja się ludzi. Na drugi dzień po imprezie na teren elektrociepłowni rzeczywiście wjechały maszyny. Kompleks ma w przyszłości stać się trzonem przyszłego Nowego Centrum Łodzi, które zanim się zmaterializowało już zostało zaprzepaszczone. Rob Krier – światowej sławy urbanista zaprojektował jego założenia, Frank Gehry – gwiazda globalnej architektury miał wybudować tu Centrum Festiwalowe Camerimage, David Lynch stworzyć swoje studio filmowe, znane niemieckie biuro architektoniczne zaprojektowało słynną Szklaną Rurę, czyli Specjalną Strefę Sztuki – nową ikonę Łodzi, a przebąkiwano nawet o zaangażowaniu w nowe centrum Daniela Libeskinda – architektoniczną sławę, który ma łódzkie korzenie. Gdyby zrealizowano te plany w całości, Nowe Centrum Łodzi nie miało by żadnej konkurencji w Europie Środkowej. Na przestrzeni kilku hektarów powstałaby supernowoczesna przestrzeń dla kultury i biznesu o niespotykanej w tej części świata architekturze, z podziemnym dworcem kolejowym Łódź Fabryczna. Prawie wszystko jednak szlag trafił, co oczywiście było do przewidzenia. Festiwal Camerimage przeniósł się do Bydgoszczy, więc o gmachu Franka Gehrego można zapomnieć, Rob Krier stracił zainteresowanie dla swojej wizji urbanistycznej, na szklaną rurę nie ma pieniędzy, więc niemieccy architekci już zapowiadają sprawę sądową, David Lynch pisze do władz miasta protestacyjne listy, a o Libeskindzie już się nawet nie wspomina. Do tego Łódź straciła szansę na Europejską Stolicę Kultury 2016. Jedynie w EC-1 coś się dzieję. Gdyby nie te rewolucyjne zapowiedzi, pewnie byłby to powód do optymizmu. A tak z wielkiej wizji wyszedł zwykły remont, który w dzisiejszych czasach zwie się dumnie „rewitalizacją”.